wtorek, 16 sierpnia 2011

Maria Auxiliadora, Maj 2011


Matko Wspomożycielko,
Tobie dedykuję tego posta :)

                      Zaczynamy nowennę do Maryji Wspomożycielki. Moje dzieci mają konkurs- w niedzielę dostali małe karteczki z dziećmi i Jezusem.Będą tam dostawać pieczątki, każdy dzień jedna więcej. Trzeba mieć minimum pięć. Skuteczność duża- jeden chłopak przewagarował dwa dni- więcej nie chciał, myślę bardzo słusznie (dowiedziałam się po tychże dwóch dniach). Było nas 15-20. Małych rozbrykanych dzieciaków i ja z nimi. Troszkę wcześniej kończyliśmy oratorium tego dnia, potem dzieci szły do domu, czasem uciekały by ich nie zabrać przypadkiem na Mszę a moje dzieci z Bartolome Garelli przydreptywały, czasem wcześnie byśmy mogli razem pograć w piłkę, czasem późno. W zasadzie zawsze wchodziliśmy na nowennę jako jedni z ostatnich, bo tu trzeba odłożyć piłki, tu jeszcze do WC. Ale nic, wchodziliśmy razem, do tej ławki z przodu po lewej stronie. Dla mnie czas ciężkiej pracy. Bo taki mały albo większy szkrab z Bartolome Garelli ostatnie na co ma ochotę to usiąść w miejscu i słuchać. Ale co można wymagać, gdy przychodzi chłopiec, u którego w domu mówi się krzykiem i rękę do bicia podnosi ze zbyt dużą łatwością. I ten to mały łobuz Jeferson przychodzi tu ze swym młodszym rodzeństwem, najmniejszy ma 4 latka i on opiekuje się nimi a ja nim. Obok Estrella, która nie ma matki. Ona raczej się tuli, choć gdy obok znajdzie się jej koleżanka z podbitym w tym czasie lewym oczkiem to i tu porządku nie ma. Wyobraźnia dzieci duża jest. Mamy też nasz dzień, gdy przynosimy dary. Zaangażowani są nasi trzej powyżsi bohaterowie, najlepiej wypada Jeferson w niemiłosiernie brudnym i podartym koszulku, z mina małego złoczyńcy, cóż Bóg właśnie takich upodobał sobie… Po Mszy jeśli nie roznieśli Kościoła i gdy ministrant specjalnie nie schodził by zwrócić im uwagę, czeka ich torba cukierków. I tak już ostatni drepczą do domu o zmroku, czasem im troszkę towarzyszę. Jej ale piękny czas, z nimi już do końca będziemy trwali w szczególnie bliskiej więzi. I ta Estrella, która podsypiając już jednego dnia mówi, że chciałaby by ta nowenna się nie kończyła. I tak przychodzi oczekiwane Święto, w naszych slumsach będzie to niedziela. I tak w żarze słońca, piachu chodzimy w procesji. Moje dzieci stanowią połowę dzieci w procesji, jest ich koło 50. Wszystkie z Bartolome Garelli, mamy swój transparent staranie przygotowany przez Naarę. W tej staranności nigdy nie dorównam peruwianką ;) I tak w skwarze chodzimy z naszą figura Maryji, czasem niewiele słychać, czasem się rozbiegamy. Wokół balony, serpentyny, biegające psy, rozpadające się domy, te zadziwiające buty wiszące na przewodach wysokiego napięcia, wielki napis na drodze zrobiony przez podejrzanych zawsze mototaksistów- zobacz Matko jakie piękne są nasze slumsy… :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza