Ostatni dzień zawodów... rano Msza w Kościele. Dziś wyjątkowo dużo chłopaków uczestniczy.. Pewnie proszą Boga o wsparcie w tak ważnym dla nich dniu. W końcu to Ameryka Południowa, piłka nożna jest tu królową :) Zaś dzięki naszym dziewczynkom znów zaczęłam grać w siatkę. Tak, co jak co, ale ducha sportowego dzieciaki mają. Nie wiem czy pisałam wczesniej ale zostałam też mianowa nieoficjalnym trenerem dziewczyn z niedzielnego oratorium Bortolome Garelli. Z zaniedbania dzieci z tego oratorium nie zostały wystawione w pierwszym dniu zawodów. A to jedno z naszych oratoriów, dlatego w drugim solidnie się starałam by stworzyć drużynę z niewielu dziewczynek, które przyszły..dałam piłkę, trenowałam z nimi. Załatwiłam im koszulki jakie się należy :D I gdy rozpoczęły pierwszy mecz z dziewczętami starszymi o kilka lat wspierałam jak mogłam.. Pomogło, wzięły się w garść, rozegrały mecz do końca, a dwa następne wygrały. Jestem z nich dumna :)
A co do piłki nożnej.. tu był szał. Nasi chłopcy juveniles wygrali wszystkie mecze. Byli niepokonani. Dziewczyny pod koniec piszczaly na trybunach, były żółte kartki.. bramkarz obronił takie akcje.. Królował Manuel Gustavo Otoya-napastnik (To on widnieje na okładce albumu zawody). Naprawdę chłopak zachwycał swoją grą. Kibicowałam im od początku rozgrywek bo to moje łobuzy tutaj. Dostali ode mnie na koniec po bransoletce. Taki różaniec-bransoletka z czarnych koralików i rzemyka. A bracia Otoya po kolczyku, który próbowali wyłudzic ode mnie od pierwszego dnia, gdy je założyłam. Ale byli zaskoczeni, gdy im dałam :P. I jak dzisiaj Angel i Hermes, gdy przyszli pokazywali z dumą swe bransoletki, a bracia kolczyki to tak bardzo się cieszyłam. Bo ten prezent był z całego serca, bardzo dobrany do nich myślę :)
Poświęcam im tu dużo czasu. Nasz brat, który w teorii zajmuje się secundarią (starszymi dziećmi) nie do końca ma do nich podejście.. a ja bardzo odnajduję się wśród starszych dzieciaków. Mam na myśli zarówno dziewczyny jak i chłopców. Od kilku dni nieformalnie i rano i popołudniu pomagam właśnie tym dzieciakom w lekcjach. Zaczęli pojedynczo do mnie przychodzić, co dzień ktoś dołączał i tak przeniosłam się powoli do ich klas. Zadania już ambitniejsze, a ja takie lubię przecież. I na formacji są już grzeczniejsi niż początkowo. Wystarczy tylko podejście.. bo przecież nic nie da krzyk na dojrzewającego dzieciaka. A tak tu było pare razy. W ich wypadku potrafię zachować anielską cierpliwość.. i trochę ambitniejsze Buenos Dias/Tardes (modlitwa i kilka słów na początek w czasie formacji). Trzeba o nich dbać :)
poniedziałek, 18 października 2010
piątek, 15 października 2010
Piura 15-09-2010
Każdy dzień tutaj jest krokiem naprzód.. moje serce jest o krok bliżej tych małych duszyczek. Spełniam się.. bo podążam drogą, którą Bóg mnie posłał. On przecież skierował mnie pewnego dnia do ośrodka misyjnego.. i dał tą wewnętrzną odwagę by od początku powiedzieć tak. Dzięki Niemu tu jestem...
Dziś rano miałam swoje pierwsze Buenos dias dla dzieci. Tak dla mnie ważne. Zabrałam dzieci do kaplicy, tam zawsze łatwiej, przy Maryi. Dzięki wcześniejszej pomocy goszczących u nas pracowników z Limy mogły to być moje myśli, przetłumaczone na hiszpański.
Pierw ofiarowaliśmy Maryi kwiaty i światło świecy. Potem powiedziałam kilka słów o Różańcu. Październik jest miesiącem poświęconym tej modlitwie..
Różaniec jest bronią dla każdego wojownika Dobra. Naszą bronią przeciw Złu tego świata. Tak prosty zarazem, kryje w sobie tajemnice tak głębokie. Podobny jest do Oceanu. Z wierzchu jednolity, gdy schodzi się w jego głębiny.. odkrywa się jego tajemnice, Tajemnice Różańca..
Modlitwa, Ojcze Nasz gdy trzymamy się za ręce..
Zdrowaś Maryja niesione śpiewem dzieci do Matki.. w intencjach tak ważnych dla naszych dzieci..
by zawsze wiedzieli, że są dziećmi Boga..
by Matka i Jezus byli rodzicami dla tych dzieci, którzy ich tu na ziemi nie mają..
by Bóg miał w opiece narkomanów, pomógł im znaleźć drogę do nawrócenia..
by ich rodzice potrafili dać im miłość i ciepło..
by to miejsce zawsze było ich domem..
Dziś rano miałam swoje pierwsze Buenos dias dla dzieci. Tak dla mnie ważne. Zabrałam dzieci do kaplicy, tam zawsze łatwiej, przy Maryi. Dzięki wcześniejszej pomocy goszczących u nas pracowników z Limy mogły to być moje myśli, przetłumaczone na hiszpański.
Pierw ofiarowaliśmy Maryi kwiaty i światło świecy. Potem powiedziałam kilka słów o Różańcu. Październik jest miesiącem poświęconym tej modlitwie..
Różaniec jest bronią dla każdego wojownika Dobra. Naszą bronią przeciw Złu tego świata. Tak prosty zarazem, kryje w sobie tajemnice tak głębokie. Podobny jest do Oceanu. Z wierzchu jednolity, gdy schodzi się w jego głębiny.. odkrywa się jego tajemnice, Tajemnice Różańca..
Modlitwa, Ojcze Nasz gdy trzymamy się za ręce..
Zdrowaś Maryja niesione śpiewem dzieci do Matki.. w intencjach tak ważnych dla naszych dzieci..
by zawsze wiedzieli, że są dziećmi Boga..
by Matka i Jezus byli rodzicami dla tych dzieci, którzy ich tu na ziemi nie mają..
by Bóg miał w opiece narkomanów, pomógł im znaleźć drogę do nawrócenia..
by ich rodzice potrafili dać im miłość i ciepło..
by to miejsce zawsze było ich domem..
Piura 15-10-2010
Do wolontariuszy MWDB:
Kochani,
Cóż Wam mogę napisać. Proszę niech Wasza modlitwa będzie tutaj obecna. Tak jest bardzo potrzebna. Każde z naszych dzieci to największy Boży Dar. A jeśli ktoś z Was poczuje w sercu to wezwanie służby drugiemu człowiekowi, dziecku, ubogiemu.. tu w Piura znajdziecie ich na wyciągnięcie tej malutkiej rączki siedmioletniej dziewczynki czy tego silnego już ramienia szesnastoletniego chłopca.
Bóg Was tu potrzebuje, waszych rąk, rozumu, serca..
Alicja
Kochani,
Cóż Wam mogę napisać. Proszę niech Wasza modlitwa będzie tutaj obecna. Tak jest bardzo potrzebna. Każde z naszych dzieci to największy Boży Dar. A jeśli ktoś z Was poczuje w sercu to wezwanie służby drugiemu człowiekowi, dziecku, ubogiemu.. tu w Piura znajdziecie ich na wyciągnięcie tej malutkiej rączki siedmioletniej dziewczynki czy tego silnego już ramienia szesnastoletniego chłopca.
Bóg Was tu potrzebuje, waszych rąk, rozumu, serca..
Alicja
piątek, 8 października 2010
Piura 8-10-2010
Dziś mija miesiąc odkąd wyleciałam z Polski.. a ja mam wrażenie, że to było wczoraj..
Choć wtedy nikomu nie potrafiłam się do tego przyznać bardzo się bałam. Lęk przed nieznanym, a może bardziej przed rozłąką z tymi, których tak kocham. Już w samolocie kilka łez spłynęło po moich policzkach. Następnie po nieprzespanych ostatnich nocach w Polsce zasnęłam w samolocie. I tak w pół śnie minęła mi cała kilkunastogodzinna podróż.
Teraz z perspektywy miesiąca chciałam opisać swoje spostrzeżenia, jak jest po tej drugiej stronie świata.. Najbardziej zaskoczyło mnie to że jest tak podobnie. Właśnie nie te różnice, których się spodziewałam ale właśnie to, że jest tak podobnie. To, że dzieci są takie same na całym świecie. Mają te same smutki i radości.. To że ja jestem taka sama, że choć robię zupełnie inne rzeczy to jestem ta sama. Ze swoimi słabościami.. ze swoimi talentami.. Tak bym czasem chciała więcej z siebie dać.. Tyle radości sprawia mi, gdy przyjdzie do mnie dziecko w przerwie, bym mu pomogła w matematyce, gdy dziewczynki chcą się uczyć ze mną angielskiego, gdy chłopiec wdrapuje sie nas mnie w basenie, bym go pouczyła pływać, gdy dziewczynki pytają do jakiej piosenki będziemy tańczyć w sobotę, gdy opatruję ranę dziecka.. własnie te drobnostki są moimi największymi radościami tu, w Peru. Bo służba bliźniemu, dziecku jest taka piękna. To daje mi siłę, jest fundamentem mojego peruwiańskiego domu na piasku.. :)
Choć wtedy nikomu nie potrafiłam się do tego przyznać bardzo się bałam. Lęk przed nieznanym, a może bardziej przed rozłąką z tymi, których tak kocham. Już w samolocie kilka łez spłynęło po moich policzkach. Następnie po nieprzespanych ostatnich nocach w Polsce zasnęłam w samolocie. I tak w pół śnie minęła mi cała kilkunastogodzinna podróż.
Teraz z perspektywy miesiąca chciałam opisać swoje spostrzeżenia, jak jest po tej drugiej stronie świata.. Najbardziej zaskoczyło mnie to że jest tak podobnie. Właśnie nie te różnice, których się spodziewałam ale właśnie to, że jest tak podobnie. To, że dzieci są takie same na całym świecie. Mają te same smutki i radości.. To że ja jestem taka sama, że choć robię zupełnie inne rzeczy to jestem ta sama. Ze swoimi słabościami.. ze swoimi talentami.. Tak bym czasem chciała więcej z siebie dać.. Tyle radości sprawia mi, gdy przyjdzie do mnie dziecko w przerwie, bym mu pomogła w matematyce, gdy dziewczynki chcą się uczyć ze mną angielskiego, gdy chłopiec wdrapuje sie nas mnie w basenie, bym go pouczyła pływać, gdy dziewczynki pytają do jakiej piosenki będziemy tańczyć w sobotę, gdy opatruję ranę dziecka.. własnie te drobnostki są moimi największymi radościami tu, w Peru. Bo służba bliźniemu, dziecku jest taka piękna. To daje mi siłę, jest fundamentem mojego peruwiańskiego domu na piasku.. :)
niedziela, 3 października 2010
Piura, 3.10.2010
Mamy kotka :)
Trzy dni temu przybłąkało się do naszego oratorium kocie. Padre Ramos przeganiał je przy bramie. Ale cichcem wziełam je na rączki. Ja tak bardzo lubię koty a ten był taki malutki i śliczny. Kociak w swej bezczelności zaczął wdrapywać na mnie i gdy znalazł się na ramieniu zamiauczał do ucha. Wygłaskałam go porządnie i zaniosłam w naszą część Bosconi dają troszkę resztek z jedzenia dzieci. Jadł łapczywie. Cały wieczór miałyśmy kocią muzykę przy oknie. Nastepnie zniknął.
I od tego czasu natrafiam na niego to tu to tam. Dla tego małego bezczelnego zwierzaka żadna brama nie stanowi przeszkody. To dobijał się do Padre Pedro biura, to znalazł się na farmie, to w klasie, to Luis prosi mnie o mleko dla niego.. Nawet przyłapałam go na podjadaniu jedzenia naszego Pesito , który jest od niego 100 razy większy :) tak, kocie jest prawdziwym kocim cwaniakiem.. i moim kociakiem. Ciekawe czy o tym wie :P
Trzy dni temu przybłąkało się do naszego oratorium kocie. Padre Ramos przeganiał je przy bramie. Ale cichcem wziełam je na rączki. Ja tak bardzo lubię koty a ten był taki malutki i śliczny. Kociak w swej bezczelności zaczął wdrapywać na mnie i gdy znalazł się na ramieniu zamiauczał do ucha. Wygłaskałam go porządnie i zaniosłam w naszą część Bosconi dają troszkę resztek z jedzenia dzieci. Jadł łapczywie. Cały wieczór miałyśmy kocią muzykę przy oknie. Nastepnie zniknął.
I od tego czasu natrafiam na niego to tu to tam. Dla tego małego bezczelnego zwierzaka żadna brama nie stanowi przeszkody. To dobijał się do Padre Pedro biura, to znalazł się na farmie, to w klasie, to Luis prosi mnie o mleko dla niego.. Nawet przyłapałam go na podjadaniu jedzenia naszego Pesito , który jest od niego 100 razy większy :) tak, kocie jest prawdziwym kocim cwaniakiem.. i moim kociakiem. Ciekawe czy o tym wie :P
Subskrybuj:
Posty (Atom)
